Ostatnio nie miałam za dużo czasu, aby sukcesywnie pokazać Wam co kupiłam w lutym, dlatego zrobiłam podsumowanie miesiąca. Oczywiście nie byłabym sobą, gdybym nie wypróbowała już wszystkich kosmetyków.

Znaleźli się tu moi przyszli ulubieńcy i kosmetyki, które się u mnie sprawdziły.

Pierwszym odkryciem jest krem do twarzy Oillan baby firmy Oceanic. Mam bardzo wrażliwą skórę, ostatnio wystąpiły mi atopowe plamki na twarzy i inne kremy nie poradziły sobie z ich likwidacją. Krem stosuję codziennie rano pod makijaż. Na noc aplikuję na policzki. Po miesiącu stosowania zmiany skórne zmniejszyły się, skóra nie jest szorstka. Dość szybko się wchłania, nie podrażnia, obecnie to mój ulubiony krem.

Według producenta krem do skóry alergicznej, suchej i wrażliwej pojemność 75 ml.

 

  

Kolejnym zakupem był znany i polecany przez wiele osób tusz firmy Wibo Lovely curling pump up – tusz podkręcający i unoszący rzęsy 8ml
Toleruję tylko i wyłącznie tusze z klasyczną szczoteczką, dlatego w tym przypadku grzebyk poszedł do śmieci i zamieniłam go na tradycyjną szczoteczkę z tuszu bourjois. Tusz sam w sobie jest bardzo fajny, czytałam że wiele osób przestrzega, że wypadają po nim rzęsy, mam nadzieję, że u mnie tak nie będzie. Tusz minimalnie się osypuje, jednak cena bardzo zachęca do zakupu.

Postanowiłam również przetestować eyeliner w żelu wybór padł na Maybelline eyestudio lasting drama w kolorze czarnym. Bardzo fajne szklane opakowanie, kolor ładna czerń, aplikacja też jak najbardziej na plus, dla mnie jednak nie jest trwały, rozmazuje się, dlatego nie jest moim hitem nr 1.

  

W drogerii Natura zakupiłam cienie do powiek tym razem Kobo kolor nr 141 chestnut, oraz
204 party pink.
Ja cienie kobo bardzo lubię, są dość dobrze napigmentowane, a wybór kolorów jest ogromny.

Kolejne cienie to firmy SENSIQUE nr 146 i 153 są na wyprzedaży, gdyż weszła nowa ich wersja. Ja skusiłam się na dwa pigmentacja super, jednak zobaczymy jak się spiszą przy makijażu.

 

Moim obecnym hitem okazał się cień zakupiony w hebe Catrice Feathered Fall kolor C01 – Peacocktail, oraz eyeliner z tej samej kolekcji. Jest to edycja limitowana, dawno nie byłam tak oczarowana cieniem jak tym. Kolor jest piękny, czarno zielony, nie do opisania, na oku lśni tysiącem zielonych ciepłych drobinek, idelnie współgra z moimi piwnymi oczami. Do stosowania na sucho i mokro. Eyeliner również okazał się strzałem w 10! Po chwili zastyga i jest nie do ruszenia, dawno nie miałam tak trwałego eyelinera w niskiej cenie. Możemy trzeć dłonią do woli, jest on jednak nie do ruszenia, zmywa się dopiero podczas demakijażu. Kolor pięknie się mieni na czarno zielono. Również stosowałam na czarny eyeliner, aby pogłębić efekt.

 

W Douglas zaciekawiła mnie pomadka NYX w kolorze orange soda, akurat była na promocji, więc chciałam wypróbować czy warto kupić inny odcień, zobaczymy jak się sprawdzi podczas używania.

 

Zawitałam również w Warszawie w sklepie MAC niestety z powodu dużych braków kupiłam tylko korektor pro longwear w kolorze nc20 i płyn do mycia pędzli brush cleanser, była to najlepiej podjęta decyzja, korektor jest moim ulubieńcem, a płyn świetnie czyści pędzle do cieni, gdy wykonuje kolorowy makijaż oka.

Przez allegro zamówiłam również słynny korektor pod oczy Maybelline Instant Anti-Age w kolorze 20-nude. Na początku wydał mi się zbyt ciemny, jednak kolor ładnie się dopasowuje. Szkoda, że obecnie dostępne są tylko dwa odcienie, zdecydowanie przydałby mi się również jaśniejszy odcień. Aplikator nie jest zbytnio higieniczny, jednak ja używam go tylko i wyłącznie na sobie.

 

I na koniec zostały cienie KIKO, które opisywałam we wcześniejszym poście, nadal nie zmieniłam co do nich zdania i bardzo je lubię i polecam.
W palecie znajdują się dwa cienie z paese.

A jak u Was wyglądały zakupy w lutym? Może trafiłyście na niedocenione przeze mnie perełki?

Dziękuję za każdy komentarz i pozdrawiam :*